Archiwum kategorii ‘poezja i proza’
Raissa
Beltaine!
Na polanie płoną ogniska. W ciepłą noc przesilenia letniego lekko ubrane młode dziewczyny tańczą wokół nich, a przyszli mężczyźni urządzają coroczne zawody w skokach przez płomienie. Cała okolica rozbrzmiewa śmiechem, śpiewem, gwizdem piszczałek, tęsknym wołaniem lutni i dudnieniem bębnów. Roziskrzone oczy wzrastających ludzi przeszywa rodząca się magia. Oddechy, coraz szybsze i urywane, zaraz rozerwą płuca.
Już czas!
Wielkie koło złożone z ludzkich ciał i ramion otacza największe ognisko na środku polany. Niesie się pieśń Beltaine, wesoła, głośna muzyka upaja silniej niż jakikolwiek alkohol. Pot lśni na roześmianych twarzach, ubrania zaczynają lepić do ciał. Skok, obrót, jeszcze raz i w kołko, juuuuż! – krzyczy najstarszy z chłopaków. Powietrze zdaje się gęstnieć z każdą chwilą, daje się w nim wyczuć coś nienaturalnego, podsycającego gorączkę zabawy. Szeroko rozwarte oczy szukają w malignie jeszcze jednej okazji do tańca, jeszcze jednej rumianej twarzy albo ogorzałych ramion.
Wolniej!
Przynoszą z ogromnego dębowego stołu kufle pełne młodego wina z zeszłorocznych winogron, soku ze świeżo zerwanych jabłek i czystej, źródlanej wody. Tłum dzieli się na mniejsze grupy, rozchodzi do mniejszych ognisk, do wszystkich dorzuca się drwa. Będą płonąć do rana, jest Beltaine. Zimny napój koi zmęczone gardło, miękka trawa daje chwile wytchnienia. Poza kręgami światła zalegają ustronne plamy ciemności. Wstaje monotonna muzyka świerszczy i cykad przywołująca sen, odganiająca napięcie. Wiele głosów podejmuje różne pieśni by wspólnie dokończyć święto, ale inne zbłąkane i jeszcze pełne energii oczy gorączkowo szukają partnerów.
Raissa!
W blasku każda dziewczęca twarz wygląda jak jej, ale palce złączone z palcami innych świadczą inaczej. Dziewczyny nie przepraszają, pędzą na spotkanie z nieznanym w tak długo oczekiwanych ramionach. Szuka. Czułe uszy słyszą chichot wcale nie przypominający śmiechu nie tak dawno ogarniającego całą polanę. Cięższe, urywane oddechy znad strumienia mówią, że tam jej nie znajdzie. Zapach jej ciała, mógłby go rozpoznać choćby tu i teraz, ale jak wyłowić go spośród zapachu setek innych ciał? Ogniska! Dziewczęce głosy, tęskna melodia o miłości, to tam! Podbiega i chwyta ją w pół. Oczy spotykają się zaraz przed ustami.
Raissa!
Ma takie delikatne dłonie. Obrazy urywają się przed roziskrzonymi oczami, dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko? Delikatnie całuje jej ramię, wsuwa palce we włosy, zaraz potem leżą w miękkiej trawie, a naprędce zrzucone ubrania krępują nogi. Dłonie wędrują po tajemniczych wzgórkach i dolinach, usta szepczą bezsensownie coś, czego nie można przekazać słowami. Przyspieszony oddech, jęk i ból w plecach od wpijanych w nie paznokci. Wszystko przestaje mieć znaczenie, jest tylko ten moment i jej ciepło, jej przygryzione wargi i kurczowo zaciśnięte wokół szyi kruche ramiona…
Raissa!
Urwało mnie od wordpressa, a w sumie niemało się działo. Wycieczka w góry świetna, zbieranie jagód na całym szczycie po to by je znieść i zjeść ze śmietaną było jednym z lepszych naszych pomysłów. Wróciłem do domu chory.
Ostatnimi czasy ujęła mnie jedna z sesji Kamila dostępna tutaj, Monika to świetna dziewczyna. I jak wygląda na zdjęciach!
Obiecuję że będę tu wracał częściej, a tymczasem zakończymy Raissą
Powietrza!
Na imię mam Ewa
na imię mam Ewa
nigdy nie kochałam Adama
jestem wytworem boskiej wyobraźni
wypełniam Jego wolę
mam rozstępy po urodzeniu dzieci
ale wszyscy są szczęśliwi
że świat nie stoi w miejscu
Adam zrobił swoje
każe nazywać się mężczyzną
ja
jestem zmęczona
mam Adama
dwójkę dzieci
i rozstępy
na imię mam Ewa
kazano mi kochać
Agata Komorowska
Dobrze byłoby czasem mieć taką wajchę albo pedał gazu jeśli chodzi o tempo życia, ustawić czasem na poziom “średnio”
Moje ostatnio waha się między “hardkor” a “wolno”, fani WONSH-a wiedzą o co chodzi. Kwidzyn z początku przyniósł imprezowe Dni Kwidzyna, koncerty i świetną atmosferę wolności. Chociaż w sumie na tych moich studiach ta wolność trochę wyimaginowana, bo tak jak opierdzielam się teraz tak było przez większość obu semestrów
Gdańsk za to utrzymał wyższe obroty przez cały czas pobytu dzięki Rodzinie i pewnej Acie (
), dzięki za świetnie spędzone chwile, na pewno nie będą ostatnie.
Za oknem na przemian leje i parno, moje mięśnie mówią że już im dużo lepiej, na wakacje szukam wrażeń. Jak znajdę to pewnie napiszę.
Przypomniało mi się, bo norrmalnie buja!
Altruizm
w dzieciństwie
z wypiekami na twarzy słuchałam
opowieści ojca
o sprzęgłach samochodowych
i marzeniu o
harleyu
tata zawsze chciał mieć syna
i harleya
Kobiecość przyszła niespodziewanie
jak drzazga w palcu
mam długie włosy
odkryty dekolt
i trochę rozumu
a tata zawsze chciał mieć syna
i harleya
P.Korzeniewska
Mam Ci dziś mało do powiedzenia, choć uslyszysz wiele słów. Wiesz, że lubię kiedy płyną rysując przed oczami piękne obrazy, tak po prostu, dla czystego dźwięku mowy. I obaj wiemy, że nie są puste, bo to ze srebrną mową i złotym milczeniem to bajka opowiadana dzieciom na dobranoc. Przyjemnie się słucha i ktoś Ci pewnie kiedyś powiedział jaki ma morał. A potem przekonałeś się, że okruch srebra to najcenniejszy dar w oceanie złota, wart największych poświęceń za drobny dźwięk. Ale nie to dziś chciałem Ci powiedzieć.
Wiele różnych wydarzeń wzięło się i przyszło ostatnio, obijając o ściany racjonalnej rzeczywistości. Pamiętasz jak się śmiała za pierwszym razem, wtedy kiedy ze łzami w oczach próbowaliśmy przedrzeć się na drugą stronę ulicy? Kierowca myślał, że to jakaś choroba i zatrzymał się cierpliwie czekając aż chwiejnym, wężowym krokiem dotrzemy do krawężnika. A myśmy po prostu nie mogli iść, tak nas brzuchy bolały. Ze szczęścia.
Albo jej wzrok, ten rozmyty i nieświadomy, rozpływający się w ulotnych marzeniach, których nigdy nie miałem dokładnie poznać, ale których się bałem. Pięknie jest marzyć, ale mądrze i kurczę tak troszkę z głową stary, bo jak nie, to po efektownym wzlocie ponad chmury masz bardzo dużo czasu na pomachanie Panu Bogu – spadając.
Pierwsze słoneczne dni miały dla mnie wiele niespodzianek, szczególnie nowe buty i maleńko miłości otulone kokonem ciepła. Nieśmiało zastanawiałem się czym ja sobie zasłużyłem na taki podarek, wiesz? Pewnie nie wiesz, bo ja też do tej pory nie mam pojęcia. Ale dbam. Codziennie. Bo co mnie biednemu innego pozostało.
A to wcale nieprawda, bo zawsze jest inne wyjście. Czuję zapach wolności w powietrzu. Jest w nim piękno, którego nie mogę dosięgnąć. Różowe i puszyste, stalowe i zimne, kajdanki pozostają kajdankami. Zastanawiałeś się kto ma klucz? Ja jeszcze nie, ale jeśli będzie trzeba, to je pogryzę. Nawet A. nie mogła przeżyć upadków za mnie, bo nie byłbym dziś tym, kim jestem. Sam powiedziałeś, że życie jest zbyt krótkie, by być wiecznym altruistą. Nic na siłę. Pluszową przytulankę odkładamy na półkę w miejsce honorowe. Sięgniemy kiedy będzie potrzebny.
Prysznic przynosi mi ukojenie. Ciepło wody przenika skórę aż do serca i uspokaja oddech, by móc obserwować spływającą frustrację.
I jeszcze Kasia. Ale ona wie.
Nasyceni powietrzem
Księżniczce.
Pojawiłeś się w moim życiu jak ciepły, letni deszcz. Spacerowałam dalej nie przejmując się takim drobiazgiem i było już za późno kiedy zorientowałam się, że przemokłam Tobą do głębi serca. Jak cichy, delikatny powiew wiatru za którym bezwiednie podążałam tak długo, aż weszłam w oko cyklonu. Niczego nie mam Ci za złe i nigdy nie żałowałam żadnej z chwil spędzonych z Tobą. Nigdy niczego. Ostatnio często używam tych słów myśląc o Tobie, wiesz? Dają mi poczucie granicy i bezpieczeństwa, że nie wrócisz, by porwać mnie ponownie. Te same cuda nie zdarzają się dwa razy.
Od początku byłeś wyjątkowy w swój naturalny sposób. To taki śliczny rodzaj wyjątkowości, kiedy patrzę na Ciebie i zastanawiam się w którym miejscu nie jesteś sobą. Potem poznałam każdy, najmniejszy kawałek Ciebie. I każdy pokochałam właśnie za to, że nie znalazłam w Tobie nie-Ciebie. Urzekłeś mnie jak odcinkowa wieczorynka urzeka małą dziewczynkę. Obejrzałam Cię radosnego, cieszącego się życiem i żyjącego chwilą, kiedy zdawałeś się nie zwracać na mnie uwagi. Myślałam, że nie chciałeś mnie spłoszyć. Teraz wiem, że nie tylko tego nie chciałeś. Od pierwszego odcinka chciałam widzieć więcej i więcej marzyć. Przestraszyłam się, kiedy pierwszy raz złapałam się na tym, że zasypiając zastanawiam się, czy też już leżysz w łóżku. I o czym myślisz. I że chciałabym Cię zobaczyć, kiedy tak spokojnie oddychasz. Ale to był tylko chwilowy strach, bo potem przyszedłeś do mnie… Razem zmieniliśmy mój świat.
Śmiałeś się ze mnie, kiedy nie byłam niczego pewna. Ale byłeś w tym śmiechu taki czuły, że nie umiałam się na Ciebie złościć, chociaż raz bardzo się starałam. Objąłeś mnie wtedy, wtuliłeś nos w moje włosy i zapomniałam gdzie jestem. Rozkwitałam przy Tobie, stając się coraz bardziej i bardziej kobietą. Dla Ciebie. Uwielbiałam Twój zapach i Twój śmieszny nos, kiedy go marszczyłeś drocząc się ze mną. Chciałam, żebyś poznał każdą cząstkę mojego ciała tak bardzo jak tylko tego byś chciał. Ciepło dłoni na brzuchu i plecach wprawiało mnie w dreszcze, drżałam ze zniecierpliwienia, że dajesz mi tak niewiele…zabiłabym za Twój dotyk.
Pamiętam wyjazd nad morze. I wcale nie przeszkadzało nam to, że nie jesteśmy sami. Nasze wspólne wieczory na plaży, kiedy spacerowaliśmy w świetle najpierw zachodzącego, a potem wschodzącego słońca. Mokry piasek pod stopami, muśnięcie wiatru na twarzy i Twoja obecność, którą czułam nawet z zamkniętymi oczami. Najczulej wspominam tę noc, kiedy oprócz nas w domku nie było nikogo. Leżałam wtedy z opuszczonymi powiekami i czułam Twoje palce w moich włosach, delikatne ruchy dłoni powodujące przyjemne mrowienie dochodzące aż do pleców. Oddałam się marzeniom i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. A Ty patrzyłeś i uśmiechałeś się. Obudziłam się w Twoich ramionach, tak, żeby nie było mi zimno. Oddychałeś tak spokojnie…
Zatonęłam w Tobie całkowicie z naiwną nadzieją, że to się nigdy nie skończy. Z wiarą, że wszystko jest dobrze i że to początek szczęścia. I przez długi czas byłam pewna, aż do tego smutnego dnia, kiedy siedzieliśmy na skałach i obserwowaliśmy wzburzone morze. Wiatr rozwiewał mi włosy, pragnęłam z całego serca, żeby wziął ze sobą też łzy. Wtedy namacalnie czułam, że brakuje mi oddechu, a przecież oddałam Ci go na długo przedtem. Nie mogłam złapać powietrza. Ciepło w podbrzuszu stało się takim ciężarem, że nie byłam w stanie utrzymać się na nogach…
Zrozumiałam, że zawsze chciałeś tylko, żebym przez Ciebie nie cierpiała. Byłeś wolny jak mewy krążące nad morzem, a moje sny próbowały złapać Cię w za małą siatkę. Trzymałeś mnie wtedy za rękę, żeby ziemia usuwająca się spod nóg nie zabrała mnie ze sobą. Ale to nie był już dotyk ze snów. To była tylko ciepła dłoń. Tylko ciepła dłoń…Z kolejnych dni pamiętam bardzo niewiele. Nie nalegałeś, żebyśmy się widzieli, wiedziałeś, że każda myśl o Tobie jest dla mnie jak kolejny cierń w sercu. Mijał czas.
Spotkaliśmy się znowu. Czułam się wtedy taka pusta. Jakbyś wypełnił mój świat życiem, a potem je zabrał, bo przecież było Twoje…Razem otworzyliśmy mi oczy. Kiedy spaceruje się alejkami pośród drzew, które pamiętają jeszcze kiedy w tym miejscu nie było człowieka, to wiele spraw przybiera inne barwy. Na wiele rzeczy patrzy się inaczej. Wraz z kolejnymi wypowiedzianymi słowami czułam, jak pustka wypełnia się nową mną. Bogatszą o radość, którą przecież miałeś, a której ja się nauczyłam. O to, że szklanka z sokiem jest w połowie pełna, a nie w połowie pusta. I o wiele, wiele uśmiechów. Trudno opisać słowami co to znaczy poczuć ulgę. To tak jak do gorącej pustki w żołądku nalać przyjemnego chłodu, czule pogłaskać i zapisać przed oczami lepsze jutro…
I za to jutro jestem Ci wdzięczna.
Cień wiatru

Dawno nie czytałem prawdziwych książek. Nie internetowych podróbek, nie świstków papieru. Po prostu książek, takich, które pachną papierem, których czarny atrament wsysa świadomość w inny wymiar, pieczołowicie opisany za pomocą słów. Proste zestawienia symboli danego języka, jak to nas, biednych studentów, uczą Podstawy Informatyki, to drzwi do innego świata.
Tego lepszego świata, w którym wszystko jest inne, a jednocześnie bardzo znajome. Który porywa umysł aż do ostatniej strony, do ostatniego przeczytanego zdania. Ale zanim to nastąpi, pochłaniają nas obrazy i dźwięki, które sami tworzymy w wyobraźni. I na tym polega magia książek. Tak naprawdę każdy czytelnik jest jej autorem w swoim sercu. Przeżywamy to na swój własny, niepowtarzalny sposób i nie ma możliwości całkowicie identycznego odebrania jednej książki przez dwie osoby. W powieści, która zaczyna się od bardzo ważnego wydarzenia na Cmentarzu Zapomnianych Książek, a kończy w pewnej księgarni, jest tej magii pełno. Bo ta powieść nie tylko jest magiczna, ona o tej magii opowiada. Uczy. Podobno książka nie potrafi nam dać więcej, niż już mamy. Jeśli temu wierzyć, to jest niesamowicie dużo rzeczy, o których jeszcze o sobie nie wiem.
Dawno nie pisałem. Jakiś czas temu męczyło mnie to, chciałem pisać, szukałem weny. Ale tego się nie szuka, to działa jak impuls. Jak z czytaniem, pracą czy pasją. Potrafię usiąść i dziesięć godzin robić jedną rzecz oddając się jej całkowicie, o ile akurat to czuję. Pisanie trwa krócej, ale polega na tej samej zasadzie. I doszedłem do wniosku, że wszystko, co dotąd udało mi się napisać, było pisane dla kogoś. Każdy z tekstów miał jawną lub ukrytą dedykację, zamysł. Prawie wszystko pisałem kobietom. Święta naiwności, kiedy ja zmądrzeję?
Zakończyłem czytanie ze smutkiem, bo i opowieść jest smutna. I przypomniało mi się coś. Refleksyjny się jakiś dziś zrobiłem i miły (prawda, biedna niewiasto z raną w ciężkiej bitwie odniesioną?), ale jak już piszę, to skończę. Właśnie teraz, zostawiając jeszcze na pożegnanie kilka połączonych nut. Dla mnie są bardzo przejmujące, a dla Ciebie?
So thirsty
Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej
Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam
I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam
I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej
Na pewno mieć nie mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła
Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś,
Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę, by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla Ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz
Rafał Wojaczek – Prośba
Erotycznie się zaczęło.
Ktoś poczuł atmosferę świąt w tym roku? Mnie się to jakoś nie udało. I nie, żeby było jakoś tragicznie, skąd! Po prostu naszła mnie refleksja nad tym kiedy ostatnio powietrze przesycone zapachem choinki i dźwiękiem kolęd wywierało na mnie ten magiczny, niepowtarzalny wpływ. Nie pamiętam ostatniego razu, nie wiem kiedy to się skończyło.
Ostatnie dni przekonują mnie, że obudziło się we mnie zwierzę. Instynkty leniwca przeważają nad czekającymi zajęciami
A w sylwestra będzie się działo!
Z Tobą odeszły anioły
Pamiętasz, A., wieczorne spacery? Kiedy jedynym światłem był księżyc i miriady gwiazd przyczepione szpilką do czarnego materiału nad głowami. Nasz mały, własny kawałek nieba chowany w kieszeni zimowej kurtki. Zaraz obok nowej czapki, którą niedawno kupiła mi mama. Szliśmy na przykład tą alejką parkową, korytarzem, w którym ścianami były rzędy dębów po obu stronach. Ich gałęzie zamykały się nad naszymi głowami, a ja mówiłem. Tak, ja mówiłem, A. Bo Ty nigdy nic do mnie nie powiedziałaś. Ale o tym za chwilę. Na pewno pamiętasz też to chłodne powietrze przesycone zapachem drzew i zieleni. Rozwiązywało mi język. Tam było tak cicho, jakby świat trwał w oczekiwaniu na nadejście czegoś bardzo ważnego. I wiesz co? Ja myślę, że to przez Ciebie. Kiedy mogłem Cię widzieć, wokół działy się takie rzeczy. Bezdomne psy potrafiły iść za mną pół miasta tylko dlatego, że byłaś obok. Byłaś wyjątkowa. I słuchałaś. Tak uważnie, jak nikt inny. Jakby każde moje słowo przynosiło Ci kolejny łyk tlenu, jakbyś nie mogła bez tego żyć. A ja opowiadałem. I wstydziłem się potem. Kiedyś pomyślałem, że nie powinienem Ci tyle mówić, A. Nie powinienem Ci się zwierzać. To było głupie i szybko porzuciłem ten myśl. Ale miało powód. W końcu pojawiłaś się znikąd. Szedłem chodnikiem pewnego chłodnego wieczoru i próbowałem poukładać sobie kolejny raz walący się na głowę świat. I mówiłem do siebie. Czasem mówiłem do Boga, ale on chyba nie słuchał, albo słuchał, tylko tego nie czułem. Poza tym ma tyle spraw na głowie, nie chciałem go martwić. W pewnej chwili zorientowałem się, że nie jestem sam. Szłaś tuż obok, wręcz ramię w ramię. Byłaś wtedy taka piękna. Potem się chyba przyzwyczaiłem, ale pierwszego widoku nie zapomnę nigdy. Wiesz, nie spotkałem jeszcze nikogo, kto wyglądałby bardziej niewinnie od Ciebie. Tak, właśnie niewinnie. Już wtedy nic nie mówiłaś. Tylko szłaś obok i słuchałaś. Nie odstępowałaś mnie na krok. Trochę się na początku bałem. Tyle, że przy Tobie nie można się zbyt długo bać. Wystarczy na Ciebie spojrzeć, A., żeby zrozumieć, że Ty po prostu nie możesz nikogo skrzywdzić. Wtedy się poznaliśmy. Wzięłaś mnie za rękę, a ja tego nie poczułem. To było takie dziwne. Nie można Cię poczuć. Można Cię tylko zobaczyć, A., a to jest takie smutne. Wiesz ile bym dał, żeby Cię kiedyś przytulić? Ale to się nie uda. Jesteśmy zbyt różni. Od tamtego momentu wiedziałem, że jesteś i czekasz schowana bezpiecznie w kieszeni każdego dnia. Wieczorem wychodziłaś i słuchałaś. Pokazałaś mi mnóstwo cudownych miejsc w naszym mieście, A. Nie miałem pojęcia, że łąki za drogą potrafią tak zachwycić człowieka. Albo te wszystkie dróżki, którymi przechadzaliśmy się, by w końcu dojść do bramy cmentarza. Tylko raz tam weszliśmy, A., pamiętasz? Byłaś wtedy taka smutna, ale poprowadziłaś mnie. Chciałaś żebym zobaczył. To było kilka dni po święcie zmarłych. Zimno i ciemno, a księżyc stał w pełni. Pełnia to Twoja ulubiona faza, prawda? Jesteś wtedy jakby szczęśliwsza. To chyba nie zasługa samej pełni tylko tego, że księżyc daje więcej światła. A Ty sama jesteś światłem, A. Tyle, że wtedy byłaś smutna. Bocznymi ścieżkami doszliśmy do wielkiej, omszałej płyty pamiątkowej. Wokół nie było grobów, tylko trawnik. A na nim znicze. Dziesiątki zapalonych świeczek. Jakby ktoś przychodził codziennie i wymieniał te wypalone na nowe, pilnował, żeby żaden nie zgasł. I tam było wielu ludzi, pamiętasz? Stali półkolem w milczeniu patrząc się w ten dziwny kawałek kamienia. Nie rozmawiali, byli zbyt zamyśleni. Niektórzy płakali. Każdy przyniósł ze sobą znicz. Wiesz co mi się wydaje, A.? Że oni wszyscy tam przyszli podzielić się swoimi myślami. Może podziękować. Wspomnieć osoby, o których pamięć w ten sposób zadbano. A Ty byłaś wtedy taka zamyślona i cicha. Nie bardzo nawet chciałaś mnie słuchać. I nigdy mi nie powiedziałaś, dlaczego tam poszliśmy. Nie mam Ci tego za złe. Rozumiem, że potrzebowałaś i że kiedyś się dowiem.
Dałaś mi przez ten czas spędzony razem więcej, niż mógłbym oczekiwać od kogokolwiek. Byłaś moim pamiętnikiem, przyjaciółką, poduszką, chusteczką i miłością w jednym. Zawsze tam, gdzie Cię akurat potrzebowałem, gotowa dać ukojenie we wszystkim. Opowiedziałem Ci historię życia już pierwszego wieczoru, a potem było tylko więcej i dalej. Do nikogo nie powiedziałem więcej słów, niż do Ciebie. Wkrótce nauczyłaś się rozpoznawać o czym będę mówił zanim w ogóle się odezwałem. To było zabawne, że wiedziałaś, a mimo to cierpliwie pozwalałaś mi się wygadać. Byłaś kochana. Krzyczałem na Ciebie, płakałem Ci w ramię, tuliłem kiedy Twoja twarz zaczynała przedstawiać przerażenie. I nie liczyło się to, że Cię nie czułem. Nie mogłaś się mnie bać. Kiedy się mnie bałaś, to ja czułem się podle. I robiłem wszystko, żebyś się nie bała. Już dawno zrozumiałem, że też Cię kocham. Na swój sposób stanowiliśmy wtedy idealną parę. A że to nie mogło trwać wiecznie? Nic nie trwa wiecznie, A.
Przy Tobie i przez Ciebie stałem się lepszym człowiekiem. Mógłbym Cię o to oskarżyć, powiedzieć, że to tylko Twoja wina. Ale to nieprawda. W głębi serca chciałem się zmienić, tylko nie umiałem znaleźć sposobu żeby to zrobić. Ty byłaś sposobem, A. Przyszłaś i mnie zesposobiłaś. Przy Tobie otworzyłem się na świat. Zobaczyłem, że wcale nie musi być taki zły i straszny, a ludzie niemili i zapatrzeni w siebie. Bo to nieprawda, jak wiele rzeczy, które myślałem zanim przyszłaś. I łzy coraz rzadziej były potrzebne. Szkoda sobie moczyć oczu.
W końcu odeszłaś. To było nieuniknione, wiem. Nie musisz tak na mnie patrzyć. Ty nawet już nie patrzysz, to ja sobie wyobrażam Twój pełen smutku wzrok. Nienawidziłem siebie, kiedy byłaś z mojego powodu smutna. Tak zwyczajnie pojawiłaś się, a ja wiedziałem, że to pożegnanie. Miałem już przyjaciół. Chyba się nawet zakochałem, wiesz, A.? Wiesz, na pewno. Wiedziałaś to wcześniej niż ja. Ona po prostu przypominała mi Ciebie, a to wystarczyło za wszystkie kobiece zalety tego świata. Nie potrzebowałem niczego więcej. Pożegnaliśmy się bez słów. To chyba jedyny moment, kiedy nie wiedziałem co powiedzieć. Byłem załamany, a jednocześnie przecież czułem, że tak musi być. Zwyciężyła naturalna naturalność. Zamigotałaś i zgasłaś jak zdmuchnięty płomień świecy. Dałaś światu lepszego człowieka.
Odeszłaś i zostawiłaś mnie po drugiej stronie lustra. Teraz moja kolej, żeby zapalić znicz przy starej płycie z zamazanymi napisami.
Dziękuję.