Archiwum dla Październik 2009
Co Ty tutaj robisz?

Te panie w fabularnym warhammerze wcale nie noszą zbroi!
Uwielbiam weekendy. Głównie dlatego, że zwykle udaje mi się ustawić je tak, żeby przyniosły masę świeżości i funu. W ostatni udałem się do Lublina, bo mnie tam dawno nie widzieli i prawie zapomnieli jak się nazywam. Tam mnie zarażono Warhammerem Online, więc jakiś czas będę cieszył się do komputera patrząc jak elfia arcymażka macha czarodziejską laską i marząc o tej tam, na górze. Ech, ech…
W sobotę byliśmy z Andrzejem i Renatą na bitwie kabaretowej. Wystąpili kabarety Limo i Młodych Panów wyciskając nam z oczu hektolitry śmiańskich łez. Z tej też okazji wrzucam coś do obejrzenia, dżast łocz na dole.
Pierwsze projekty za plecami, ale zamiast oddechu dostałem jeszcze więcej projektów. Tak jest, deadliny to to, co studenckie tygryski lubią najbardziej. A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam…
Si ju on batelfild!
I jeszcze, bo nie wytrzymam no!
Better start
Trochę zwaliło mi się na głowę ostatnio, początek roku akademickiego to jeden wielki bajzel. No, ale wszystkie wnioski złożone i panie w urzędach lub dziekanatach mają czym rozpalać grilla. Swoją drogą, przedmioty na politechnice mają takie smutne nazwy że człowiekowi żal jak tylko patrzy na plan. Ile ja bym dał za chociaż jedną nazwę typu “jak wykorzystać swoją głupotę”. Droga na zajęcia nagle stałaby się taka jaśniejsza i milsza.
Tym razem ten na górze wyrzucił mi słaby wynik jeśli chodzi o test na ćwiczeniowców, niech to wszyscy wikingowie.
W porankach jest jakieś hipnotyzujące piękno. I nie chodzi tu o wstawanie po imprezie kiedy człowiek czuje się jakby dopiero zamknął oczy. Nie chodzi tu o trzy dni na ósmą pod rząd, o współlokatora wracającego dzień w dzień o 4 w nocy z pracy i jego wymowne spojrzenie na wspomnienie o zajęciach już rano. Kiedy słońce dopiero wzeszło, świat nie zdążył się do końca obudzić, wszystko jest jakieś takie bardziej żywe i rześkie. Tak jakby mózg zanim dotrze do niego, że czas już włączyć codzienność działał na zasadach sprzed 19 lat – po prostu żyjąc. Uwielbiam ten stan.
Wczoraj kwadratowa obroniła swoją reputację, chociaż było jej bardzo ciężko. Standardowo imprezę przerwano mi w najlepszym momencie. Idzie się przyzwyczaić, znajomi zawsze wyczują moment w którym należy człowieka zostawić w spokoju i właśnie wtedy zaczną ciągnąć do domu
Spacerowo-imprezowa Warszawa zaczyna mi się coraz bardziej podobać.