Raissa
Beltaine!
Na polanie płoną ogniska. W ciepłą noc przesilenia letniego lekko ubrane młode dziewczyny tańczą wokół nich, a przyszli mężczyźni urządzają coroczne zawody w skokach przez płomienie. Cała okolica rozbrzmiewa śmiechem, śpiewem, gwizdem piszczałek, tęsknym wołaniem lutni i dudnieniem bębnów. Roziskrzone oczy wzrastających ludzi przeszywa rodząca się magia. Oddechy, coraz szybsze i urywane, zaraz rozerwą płuca.
Już czas!
Wielkie koło złożone z ludzkich ciał i ramion otacza największe ognisko na środku polany. Niesie się pieśń Beltaine, wesoła, głośna muzyka upaja silniej niż jakikolwiek alkohol. Pot lśni na roześmianych twarzach, ubrania zaczynają lepić do ciał. Skok, obrót, jeszcze raz i w kołko, juuuuż! – krzyczy najstarszy z chłopaków. Powietrze zdaje się gęstnieć z każdą chwilą, daje się w nim wyczuć coś nienaturalnego, podsycającego gorączkę zabawy. Szeroko rozwarte oczy szukają w malignie jeszcze jednej okazji do tańca, jeszcze jednej rumianej twarzy albo ogorzałych ramion.
Wolniej!
Przynoszą z ogromnego dębowego stołu kufle pełne młodego wina z zeszłorocznych winogron, soku ze świeżo zerwanych jabłek i czystej, źródlanej wody. Tłum dzieli się na mniejsze grupy, rozchodzi do mniejszych ognisk, do wszystkich dorzuca się drwa. Będą płonąć do rana, jest Beltaine. Zimny napój koi zmęczone gardło, miękka trawa daje chwile wytchnienia. Poza kręgami światła zalegają ustronne plamy ciemności. Wstaje monotonna muzyka świerszczy i cykad przywołująca sen, odganiająca napięcie. Wiele głosów podejmuje różne pieśni by wspólnie dokończyć święto, ale inne zbłąkane i jeszcze pełne energii oczy gorączkowo szukają partnerów.
Raissa!
W blasku każda dziewczęca twarz wygląda jak jej, ale palce złączone z palcami innych świadczą inaczej. Dziewczyny nie przepraszają, pędzą na spotkanie z nieznanym w tak długo oczekiwanych ramionach. Szuka. Czułe uszy słyszą chichot wcale nie przypominający śmiechu nie tak dawno ogarniającego całą polanę. Cięższe, urywane oddechy znad strumienia mówią, że tam jej nie znajdzie. Zapach jej ciała, mógłby go rozpoznać choćby tu i teraz, ale jak wyłowić go spośród zapachu setek innych ciał? Ogniska! Dziewczęce głosy, tęskna melodia o miłości, to tam! Podbiega i chwyta ją w pół. Oczy spotykają się zaraz przed ustami.
Raissa!
Ma takie delikatne dłonie. Obrazy urywają się przed roziskrzonymi oczami, dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko? Delikatnie całuje jej ramię, wsuwa palce we włosy, zaraz potem leżą w miękkiej trawie, a naprędce zrzucone ubrania krępują nogi. Dłonie wędrują po tajemniczych wzgórkach i dolinach, usta szepczą bezsensownie coś, czego nie można przekazać słowami. Przyspieszony oddech, jęk i ból w plecach od wpijanych w nie paznokci. Wszystko przestaje mieć znaczenie, jest tylko ten moment i jej ciepło, jej przygryzione wargi i kurczowo zaciśnięte wokół szyi kruche ramiona…
Raissa!
Urwało mnie od wordpressa, a w sumie niemało się działo. Wycieczka w góry świetna, zbieranie jagód na całym szczycie po to by je znieść i zjeść ze śmietaną było jednym z lepszych naszych pomysłów. Wróciłem do domu chory.
Ostatnimi czasy ujęła mnie jedna z sesji Kamila dostępna tutaj, Monika to świetna dziewczyna. I jak wygląda na zdjęciach!
Obiecuję że będę tu wracał częściej, a tymczasem zakończymy Raissą
Dales rade ;D
Ale te wasze reklamowanie mnie przyprawia mnie o rumience… ;DD
Kamil
Sierpień 25, 2009 at 11:15 pm
i zupełnie jak wino…
Ania
Sierpień 25, 2009 at 11:41 pm
ej pisarzu! Gdy czytam Twój wpis to aż mi ciarki po plecach przechodzą! Super ;]
i dziękuję bardzo ;*
monia
Sierpień 26, 2009 at 12:03 pm