Sebastian Maciejewski

“Mój mały intymny muzyczny świat…”

Zabiorę Cię właśnie tam

z 8 komentarzami

Tak, obejrzałem Księżyc w Nowiu. Są takie chwile, kiedy mając przed sobą wieczór z poczuciem wiszącego nad głową projektu wychodzę z akademika i idę zrobić coś, na co akurat mam ochotę. I żałuję tak bardzo, że trudno to opisać słowami. Że tej pani w filmie było tak mało. Dla zainteresowanych bliższym obejrzeniem, Alice Cullen, w rzeczywistości Ashley Greene, robi wrażenie również bez filmowej charakteryzacji. Na mnie.

Każda podróż pociągiem jest pełna ciekawych możliwości i wrażeń, wystarczy poszukać. Dobrze to sobie przypomnieć w chwilach, w których już naprawdę nie ma co robić, a do stacji docelowej zostały jeszcze ponad dwie godziny. Dzisiejsza oferowała zachód słońca nad lasem, widok uciekającego świata z ostatniego wagonu (ech, ech…) oraz odpowiednio oświetlonej Wisły wraz z mostem, którego nazwy, wybaczcie, nie znam. W końcu jestem z Kwidzynkowa, mimo że niektóre tępe szczały chcą mnie nawet rodowodowo wtrącić do tej warszawskiej wioski. Niedoczekanie. ;)

Widoki, choć dostarczają odpowiednich wrażeń, na dwie godziny mi już nie wystarczają. Ale tym razem szczęście dopisało i przypadkowym rozmówcą został pan kolejarz spędzający całe życie na delegacji w Egipcie, a niedługo w Arabii Saudyjskiej. Swój chłop, postawił studentowi piwo. Niech żyją kolejarze!

Na koniec polecę jeszcze piosenkę wszystkich łowców niewolników, szczególnie warhammerowych Dark Elfów. Wystarczy kliknąć.

Widzimy się w Spichlerzu w sobotę!

Written by assamite

Listopad 29, 2009 at 11:51 pm

Napisane w Ja, ciekawostki, muzycznie, news

Co Ty tutaj robisz?

z 2 komentarzami

witchelfki

Te panie w fabularnym warhammerze wcale nie noszą zbroi!

Uwielbiam weekendy. Głównie dlatego, że zwykle udaje mi się ustawić je tak, żeby przyniosły masę świeżości i funu. W ostatni udałem się do Lublina, bo mnie tam dawno nie widzieli i prawie zapomnieli jak się nazywam. Tam mnie zarażono Warhammerem Online, więc jakiś czas będę cieszył się do komputera patrząc jak elfia arcymażka macha czarodziejską laską i marząc o tej tam, na górze. Ech, ech…

W sobotę byliśmy z Andrzejem i Renatą na bitwie kabaretowej. Wystąpili kabarety Limo i Młodych Panów wyciskając nam z oczu hektolitry śmiańskich łez. Z tej też okazji wrzucam coś do obejrzenia, dżast łocz na dole.

Pierwsze projekty za plecami, ale zamiast oddechu dostałem jeszcze więcej projektów. Tak jest, deadliny to to, co studenckie tygryski lubią najbardziej. A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam…

Si ju on batelfild!

I jeszcze, bo nie wytrzymam no!

Written by assamite

Październik 21, 2009 at 12:04 pm

Napisane w Ja, muzycznie, news

Better start

z 5 komentarzami

Trochę zwaliło mi się na głowę ostatnio, początek roku akademickiego to jeden wielki bajzel. No, ale wszystkie wnioski złożone i panie w urzędach lub dziekanatach mają czym rozpalać grilla. Swoją drogą, przedmioty na politechnice mają takie smutne nazwy że człowiekowi żal jak tylko patrzy na plan. Ile ja bym dał za chociaż jedną nazwę typu “jak wykorzystać swoją głupotę”. Droga na zajęcia nagle stałaby się taka jaśniejsza i milsza. :) Tym razem ten na górze wyrzucił mi słaby wynik jeśli chodzi o test na ćwiczeniowców, niech to wszyscy wikingowie. :)

W porankach jest jakieś hipnotyzujące piękno. I nie chodzi tu o wstawanie po imprezie kiedy człowiek czuje się jakby dopiero zamknął oczy. Nie chodzi tu o trzy dni na ósmą pod rząd, o współlokatora wracającego dzień w dzień o 4 w nocy z pracy i jego wymowne spojrzenie na wspomnienie o zajęciach już rano. Kiedy słońce dopiero wzeszło, świat nie zdążył się do końca obudzić, wszystko jest jakieś takie bardziej żywe i rześkie. Tak jakby mózg zanim dotrze do niego, że czas już włączyć codzienność działał na zasadach sprzed 19 lat – po prostu żyjąc. Uwielbiam ten stan.

Wczoraj kwadratowa obroniła swoją reputację, chociaż było jej bardzo ciężko. Standardowo imprezę przerwano mi w najlepszym momencie. Idzie się przyzwyczaić, znajomi zawsze wyczują moment w którym należy człowieka zostawić w spokoju i właśnie wtedy zaczną ciągnąć do domu :D

Spacerowo-imprezowa Warszawa zaczyna mi się coraz bardziej podobać.

Written by assamite

Październik 10, 2009 at 7:09 pm

Napisane w Ja, muzycznie, news

Raissa

z 3 komentarzami

Beltaine!
Na polanie płoną ogniska. W ciepłą noc przesilenia letniego lekko ubrane młode dziewczyny tańczą wokół nich, a przyszli mężczyźni urządzają coroczne zawody w skokach przez płomienie. Cała okolica rozbrzmiewa śmiechem, śpiewem, gwizdem piszczałek, tęsknym wołaniem lutni i dudnieniem bębnów. Roziskrzone oczy wzrastających ludzi przeszywa rodząca się magia. Oddechy, coraz szybsze i urywane, zaraz rozerwą płuca.
Już czas!
Wielkie koło złożone z ludzkich ciał i ramion otacza największe ognisko na środku polany. Niesie się pieśń Beltaine, wesoła, głośna muzyka upaja silniej niż jakikolwiek alkohol. Pot lśni na roześmianych twarzach, ubrania zaczynają lepić do ciał. Skok, obrót, jeszcze raz i w kołko, juuuuż! – krzyczy najstarszy z chłopaków. Powietrze zdaje się gęstnieć z każdą chwilą, daje się w nim wyczuć coś nienaturalnego, podsycającego gorączkę zabawy. Szeroko rozwarte oczy szukają w malignie jeszcze jednej okazji do tańca, jeszcze jednej rumianej twarzy albo ogorzałych ramion.
Wolniej!
Przynoszą z ogromnego dębowego stołu kufle pełne młodego wina z zeszłorocznych winogron, soku ze świeżo zerwanych jabłek i czystej, źródlanej wody. Tłum dzieli się na mniejsze grupy, rozchodzi do mniejszych ognisk, do wszystkich dorzuca się drwa. Będą płonąć do rana, jest Beltaine. Zimny napój koi zmęczone gardło, miękka trawa daje chwile wytchnienia. Poza kręgami światła zalegają ustronne plamy ciemności. Wstaje monotonna muzyka świerszczy i cykad przywołująca sen, odganiająca napięcie. Wiele głosów podejmuje różne pieśni by wspólnie dokończyć święto, ale inne zbłąkane i jeszcze pełne energii oczy gorączkowo szukają partnerów.
Raissa!
W blasku każda dziewczęca twarz wygląda jak jej, ale palce złączone z palcami innych świadczą inaczej. Dziewczyny nie przepraszają, pędzą na spotkanie z nieznanym w tak długo oczekiwanych ramionach. Szuka. Czułe uszy słyszą chichot wcale nie przypominający śmiechu nie tak dawno ogarniającego całą polanę. Cięższe, urywane oddechy znad strumienia mówią, że tam jej nie znajdzie. Zapach jej ciała, mógłby go rozpoznać choćby tu i teraz, ale jak wyłowić go spośród zapachu setek innych ciał? Ogniska! Dziewczęce głosy, tęskna melodia o miłości, to tam! Podbiega i chwyta ją w pół. Oczy spotykają się zaraz przed ustami.
Raissa!
Ma takie delikatne dłonie. Obrazy urywają się przed roziskrzonymi oczami, dlaczego to wszystko dzieje się tak szybko? Delikatnie całuje jej ramię, wsuwa palce we włosy, zaraz potem leżą w miękkiej trawie, a naprędce zrzucone ubrania krępują nogi. Dłonie wędrują po tajemniczych wzgórkach i dolinach, usta szepczą bezsensownie coś, czego nie można przekazać słowami. Przyspieszony oddech, jęk i ból w plecach od wpijanych w nie paznokci. Wszystko przestaje mieć znaczenie, jest tylko ten moment i jej ciepło, jej przygryzione wargi i kurczowo zaciśnięte wokół szyi kruche ramiona…
Raissa!

Urwało mnie od wordpressa, a w sumie niemało się działo. Wycieczka w góry świetna, zbieranie jagód na całym szczycie po to by je znieść i zjeść ze śmietaną było jednym z lepszych naszych pomysłów.  Wróciłem do domu chory. ;)

Ostatnimi czasy ujęła mnie jedna z sesji Kamila dostępna tutaj, Monika to świetna dziewczyna. I jak wygląda na zdjęciach!

Obiecuję że będę tu wracał częściej, a tymczasem zakończymy Raissą :)

Written by assamite

Sierpień 25, 2009 at 11:11 pm

Egészségedre!

z 3 komentarzami

Ujawniam wypadek w Olsztyńskim HyMie, tak jak obiecałem ;)
IMG_1293
Budapeszt. Miasto, które pamięta jeszcze Rzymian, czym zresztą próbują się pochwalić archeolodzy. Uśmiecham się na myśl o ostatnich dniach spędzonych na Węgrzech – dużo by pisać! Trudno to wszystko zmieścić w kilku zdaniach, ale jeśli napiszę, że odwiedziłem piwnicę gdzie produkuje się rocznie blisko 700 tysięcy litrów wina (dobrego wina!), to przynajmniej wszyscy studenci mnie zrozumieją ;)

Byłem na wzgórzu (Gellerta), które wzięło nazwę od pechowego duchownego, którego poganie wyrzucili przez okno z jego własnej siedziby. Później zresztą został świętym, głównie za to, że ich wszystkich bardzo szybko, brutalnie i skutecznie schrystianizował. Ach ta nasza europejska historia ;)

koronacja

Dowiedziałem się także w Wyszehradzie o walnym zjeździe ówczesnych wielkich Europy. Nie zabrakło także naszego króla Kazimierza Wielkiego, który natychmiast zbałamucił jedną z dwórek. Zapomniał jednak, że była mężatką. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności zjazd został zakończony przedwcześnie, choć dla Polski jak najbardziej pomyślnie. Swój chłop!

Duże wrażenie robi także bazylika Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny w pierwszej stolicy Węgier, jakieś 20 km od Budapesztu. Mam zdjęcie z zewnątrz, zrobione zresztą już ze Słowacji, ale nie oddaje jej w pełni. Będąc w środku odczułem zdumienie, jakim cudem ludzie mogli coś takiego stworzyć.

widok

Wczoraj i dziś 19 godzin powrotu do domu, Zlaty Bazant i zabawy fotograficzne, odkryłem do czego służy to śmieszne pokrętło tuż obok przycisku robiącego zdjęcia w aparacie. Oto wyniki:

kamil

seba

I jeszcze muzycznie, bo tak mnie tknęło przez jedną niebywale niewielkiego wzrostu, za to na pewno nadrabiającą innymi walorami (tylko jakimi ?!) kobietę:

Written by assamite

Sierpień 3, 2009 at 10:45 pm

Napisane w Ja, muzycznie, news

Bartoszyczanka

z 5 komentarzami

Pozostało kilka godzin do wyjazdu, a przecież dopiero wróciłem. Dom stacją przepakowywania i chwilowego postoju. Taki życiowy, osobisty peron. ;)

Między nami, młodymi matkami, to dobrze nic nie musieć. Iść na koniec świata, gdzie majaczą tylko odległe, opuszczone już budynki, z dala od dźwięków i widoku ludzi. Obserwować szybujące myszołowy i zastanawiać się, co je różni od sokołów. Dowiadywać szczegółów dotyczących różnej maści zielska rosnącego po obu stronach polnej drogi. Głowa mnie tam trochę bolała od czystego powietrza. A myślałem, że to w Kwidzynie jest świeżo.

3

Ciepłowato było jak cholera. I śmiańsko potężne z pań pilnujących HyMa i generalnie Olsztyńskiej Alfy. Trudno mi zrozumieć dlaczego tak bardzo przeszkadza im robienie zdjęć w obiekcie. Sytuacja podobna do tej w kebabie, którą opisywał  Kamil. Tym razem to nie cwaniactwo tylko głupota ludzka, a z tym nie mierzyć się maluczkim. Ani plakietki z zakazem, ani jawnego regulaminu, ale opluć się o pstrykanie trzeba. Może by tak zacząć się z nimi kłócić?

Do HyMa jeszcze, to się skompromitowałem, wrzucę potem. ;)

1

Film! O ile przez większą część bardzo mi się podobał, to pod koniec poczułem silne “puff”. Scenariusz odbiegł trochę od oryginału, ale najważniejsze punkty się zgadzają więc jako wychowanemu na książce oglądało mi się go bardzo przyjemnie. Jakoś taki bardziej kobiecy jest. No i wracając do zakończenia – było bez sensu, zupełnie inaczej niż w książce, ale żeby za bardzo nie spojlerować… Uratowała je jedynie Bellatrix (moja ulubiona postać filmowa, no jest po prostu zabójcza!), pani Bonham Carter zagrała świetnie i z rozjarzoną miską wracałem na dworzec. :)

Za 3,5 godziny pobudka, a potem witajcie Węgry.

Written by assamite

Lipiec 29, 2009 at 8:12 pm

Napisane w Ja, ciekawostki, muzycznie, news

So long, Jimmy

z 2 komentarzami

Czasem,

przechodzisz koło mnie w metrze. Mijasz zastanawiając się czy zdążysz do pracy albo dlaczego psychologia pamięci stała się największą udręką Twojego dnia. Wpatrzona w punkt przed siebie który tylko Ty widzisz, naciskasz na bramkę, która ani drgnie. Zapomniałaś skasować karty magnetycznej. Zatrzymujesz się i szukasz jej w torebce, a ja wtedy czuję Twój zapach.

Wysiadam cztery stacje za daleko.

Innym

razem czuję Twoją obecność i Twój wzrok na swoich plecach. Siedzisz opalając się na pomoście i rozmawiasz z ratownikiem, udając że nie jest to jedyna alternatywa dla bezcelowego leżenia na kocu. Uciekasz spojrzeniem i uśmiechasz się pod nosem, czasem wytykasz język. Śmieję się.

Za bardzo lubię pływać.

Uśmiecham się na myśl o jutrze i poniedziałku. Zlot w Warszawie mógłbym określić słowami “nie pamiętam”, ale nie było do końca aż tak źle. Na pewno jednak nie uda mi się zgodnie z obietnicą zaprogramować puszki od piwa ;)

Na koniec jeszcze ukłony dla wszystkich wojowników z północy!

GG

Written by assamite

Lipiec 23, 2009 at 11:25 pm

Napisane w Ja, news

Powietrza!

z 9 komentarzami

Na imię mam Ewa

na imię mam Ewa
nigdy nie kochałam Adama
jestem wytworem boskiej wyobraźni
wypełniam Jego wolę
mam rozstępy po urodzeniu dzieci
ale wszyscy są szczęśliwi
że świat nie stoi w miejscu
Adam zrobił swoje
każe nazywać się mężczyzną
ja
jestem zmęczona
mam Adama
dwójkę dzieci
i rozstępy

na imię mam Ewa
kazano mi kochać

Agata Komorowska

Dobrze byłoby czasem mieć taką wajchę albo pedał gazu jeśli chodzi o tempo życia, ustawić czasem na poziom “średnio” ;) Moje ostatnio waha się między “hardkor” a “wolno”, fani WONSH-a wiedzą o co chodzi. Kwidzyn z początku przyniósł imprezowe Dni Kwidzyna, koncerty i świetną atmosferę wolności. Chociaż w sumie na tych moich studiach ta wolność trochę wyimaginowana, bo tak jak opierdzielam się teraz tak było przez większość obu semestrów ;)

Gdańsk za to utrzymał wyższe obroty przez cały czas pobytu dzięki Rodzinie i pewnej Acie ( :D ), dzięki za świetnie spędzone chwile, na pewno nie będą ostatnie. :)

Za oknem na przemian leje i parno, moje mięśnie mówią że już im dużo lepiej, na wakacje szukam wrażeń. Jak znajdę to pewnie napiszę.

Przypomniało mi się, bo norrmalnie buja!

Written by assamite

Czerwiec 30, 2009 at 7:51 pm

Bo dzisiaj świat wygląda inaczej

z 19 komentarzami

Wspominałem już, że największą przyjemność sprawia mi manie co robić? ;) Dlatego z takim wielkim bananem (!) na twarzy spoglądam na dopiero co zakończony weekend. Bo był szybki, intensywny i niczego mu nie brakło oprócz jeszcze większej ilości tańca spichlerzowego wieczoru :)

I Gniew. Wokalista Happysad śpiewa “jest takie miejsce na mapie” – i prawie trafił, skubany. Jest takie miejsce w pamięci, do którego warto i chce się wracać nie tylko myślami. Słowa mi grzęzną, więc bardziej namacalnie:

Wyjazd obfity był w dyskusje, niektórzy z nas wzbili się na wyżyny sztuki gestykulacji zwanej także zabawą sutkami :D

100_7698

Uznaliśmy także, że grunt to się dobrze zaprezentować.

100_7702

Infiltracja zamku rozpoczęta…

100_7719

Trafiliśmy także na krużganki.

100_7750Było strasznie!

100_7752

Ostatecznie jednak sytuacja została opanowana, wszelkie gacki, białe damy, niewierne żony, duchy komturów i cała reszta strachliwego tałatajstwa doszła do siebie i jest w stanie w dalszym ciągu pełnić swoje chwalebne funkcje na zamku. My tymczasem mogliśmy się ładnie pożegnać :)

100_7722

Dzięki za świetny wyjazd i za jeszcze lepszy weekend wszystkim obecnym oraz nieobecnym, którzy w tym czasie szlifowali swoje umiejętności zamykania chwil w ramkach :)

I muzycznie, bo mnie tak nosi ostatnio.

Written by assamite

Czerwiec 1, 2009 at 10:08 pm

Napisane w muzycznie, news

Niedopowiedzenia

z 3 komentarzami

Dzień dobry!

Weekend w Kwidzynie obfity był w zawody zwane także zawiedzeniami, ale w gruncie rzeczy nie ma na co narzekać, nicnierobienie dobrze wpływa na skórę.

I choć z tego, co zaplanowałem nie udało się nic, to nie żałuję, bo został uratowany. Zachód słońca nad Wisłą przy moście, którego nie ma oraz spóźnione, pijane ognisko otrzymują pierwsze miejsce w konkursie na dobrze spędzoną sobotę ;)

I jest w tym jakieś kobiece, hipnotyzujące piękno.

Written by assamite

Maj 11, 2009 at 3:07 pm

Napisane w muzycznie, news